wtorek, 3 lipca 2012

Egipt - Kraina początków - cz. 5

Zapraszamy do cyklu foto reportażu przygotowanego przez Annę Przybycińską, poświęconego dawnemu Egiptowi, krainie wielu początków - starożytnej kultury, Starego Przymierza oraz chrześcijańskiego monastycyzmu.
  

Życie codzienne ludzi pustyni


Życie Beduinów niewiele zmieniło się od czasów Abrahama. Wciąż panują stosunki plemienne – plemiona dzielą między siebie tereny, szczepy różnią się zwyczajami i strojami, a rodziny spotykają na wspólnych świętach, ceremoniach itd.


Kiedyś dom Beduina wyznaczało kilka kołków powiązanych ze sobą w prostokątne obejście, z nakrytym derkami kątem mieszkalnym i podobnym mniejszym kątem dla trzody. Dziś zamiast derek w użyciu są deseczki, dykta, płachty plastiku, rozcięte i rozklepane blachy z beczek po benzynie, ale założenie mieszkalne wciąż jest na planie prostokąta z kątem mieszkalnym i kątem dla trzody. Jedynie w murowanych domach Beduinów np. tych osiadłych przy drodze nadmorskiej od Suezu po Sudan można spotkać inny plan. Rządowi Egiptu zależy na osiedleniu się tych wolnych ludzi, więc przy ważniejszych punktach, jak źródła czy rozstaje, buduje zaczątki osad - budynki administracji, szkoły, sklepy itd. Z innych ciekawych inwestycji związanych z Beduinami mających ograniczyć przemyt, którym podobno Beduini się parają, rząd sfinansował zamknięcie głównych dolin szlaków przemytniczych za pomocą ponad trzymetrowej wysokości tam betonowych w poprzek wadi. Można je zobaczyć na mapach google’a.

Cały dobytek rodziny Beduińskiej mieści się w przyczepie pick-up’a. Czasem nawet z członkami rodziny. Wyposażenie, które wydaje się być obowiązkowym jest palenisko, na którym przyrządza się dżabanę – beduińską kawę z imbirem podawaną w filiżankach wielkości podstawek na jajko do połowy wypełnionych cukrem. Nie odwiedzałam Beduinów mieszkających daleko wśród gór, więc nie wiem skąd czerpią wodę. Do tych mieszkających niedaleko dróg dociera beczkowóz.


Na granicy Egiptu z Sudanem nad Morzem Czerwonym znajduje się miasto Shalateen. Poza bazą wojskową ma największy w regionie targ wielbłądów. Miasto jest typowo beduińskie – domy są zbudowane z czego popadnie, oprócz kilku ceglanych, z których dwa dwupiętrowe nazywa się drapaczami chmur. Można tu kupić to, co Beduinowi jest naprawdę potrzebne – galabiję, klapki, owoce, zieleninę, zioła. Można też znaleźć krawca i sklep z telefonią komórkową.

Zaproszenie do domu Beduina jest zaszczytem, a zaproszenie na ich uroczystość to wyróżnienie. Przyjmują „czem chata bogata”, ale proszą stanowczo, żeby nie fotografować a zwłaszcza nie publikować zdjęć ich pań. Te ostatnie przy obcych zasłaniają twarze. W domach noszą niedbale zarzucone na głowę chustki. Dziewczynki często do spódnic noszą spodnie.

Na wesele beduińskie zjeżdżają się szczepy z ogromnych terenów. Przy dźwiękach jednostajnej muzyki, w kręgu klaszczących i wybijających stopami rytm mężczyzn, dwóch panów (co raz to zmieniających się) z uniesioną tarczą w jednej a mieczem w drugiej ręce tańczy naprzeciw siebie to przybliżając się to się oddalając. Osobno panie z rozpuszczonymi włosami, wysoko uniesioną brodą, trzymające za sobą chusty przytupują małymi kroczkami unosząc raz po raz brody jeszcze wyżej.

Ciekawy jest instrument grajków – jest to potomek starożytnej cytry. Dziś zbudowany z byle czego, czyli np. z miski obciągniętej skórą z przymocowanymi za pomocą trzech patyków (jeden poziomy, dwa idące od jego krańców zbieżne na końcu pudła z miski) kilkoma strunami. Gra się na nim jedną ręką trącając struny jak w naszej gitarze, drugą ręką szarpiąc struny jak przy grze na harfie. Melodie są raczej beduińskie, niepowtarzalne przez europejczyka.   

kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć foto prezentację
 
  ==> zobacz pozostałe odcinki "Kraina początków"
 
Tekst i zdjęcia: Teresa Witkowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz