wtorek, 19 maja 2015

Relacja z warsztatów "Św. Juda Tadeusz"

Od września 2014 do stycznia 2015 w warszawskiej pracowni Drogi Ikony trwały warsztaty w temacie ikony św. Judy Tadeusza Apostoła. W zajęciach prowadzonych przez Urszulę Klimowicz brało udział 7 osób.
 

    

Zapraszamy do zapoznania się z refleksjami powarsztatowymi dwóch uczestniczek zajęć.

W pracowni Drogi Ikony w I semestrze 2014/2015 odbyły się sobotnie warsztaty z ikoną św. Judy. Prowadząca warsztaty Urszula Klimowicz pokierowała nami z iście matczyną czułością. Na każde zajęcia Ula przygotowywała nam „czytanki” o św. Judzie, dzięki czemu nie tylko obraz ale i słowo było obecne w naszych kontemplacjach. Kształciliśmy dłonie w sztuce malowania a lektury przemieniały nasze oczy i serca by lepiej zrozumieć naukę świadectwa świętego Judy Tadeusza. 
W relacji z Ulą dominuje olbrzymi szacunek dla indywidualności  innych, ich własnej perspektywy, wyborów i decyzji. Z rodzicielską cierpliwością pozwala na popełnianie drobnych błędów (skoro taka nasza wola ) bo doskonale wie jak to potem ponaprawiać i udoskonalić. Ikonę można napisać  samemu w domu bez warsztatów ale uczestnictwo w warsztatach i opieka Mistrza daje komfort eksperymentowania, można się odważyć zrobić coś inaczej korzystając z komfortu , że ktoś czuwa i pomoże jak zajdzie potrzeba. Nie bez znaczenia jest bogata wymiana doświadczeń z innymi ikonopisami. To doskonała nauka i o to właśnie chodzi w warsztatach. 

Już z kilkutygodniowej perspektywy czasu widzę, że Św. Juda przeprowadził nas tą drogą ikonową po swojemu. Pierwsza nauka z serca płynąca to pokora „Ja jestem drugi bo On jest pierwszy”, Św. Juda trzyma wizerunek Chrystusa jak tarczę – zdaje się mówić „On jest moją siłą, wszystko jest przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Głowa lekko pochylona w ukłonie przed Pantokratorem. Kwintesencja apostołowania. Wiele rzeczy nie wychodziło nam tak jak chcieliśmy a jednak na koniec nawet nasze błędy i pomyłki nabierały sensu. Druga nauka to wytrwałość przyjętej drogi, choć na pewno było Mu trudno. Mylony był z swoim imiennikiem, zdrajcą Judaszem – musiały mu towarzyszyć pomówienia, niesłuszne oskarżenia i złe traktowanie, podejrzliwość nawet po wyjaśnieniu pomyłki. Nie poddał się, robił to co miał nakazane, to co uważał za słuszne.
 I trzecia nauka, ze spotkania z św. Judą Tadeuszem płynąca, to siła jaką daje Chrystus swoim apostołom. Teraz i ja patrzę na wizerunek św. Judy inaczej, już rozumiem dlaczego jest „od spraw beznadziejnych” – bo kto jak nie on jest mistrzem pokonywania przeciwności? 
 

Św. Juda ukończony, zagościł u w domu i towarzyszy nam w codzienności, pisany był konkretnej intencji, bardzo trudnej i ważnej dla mnie. Patrzę na jego pochyloną rozświetloną głowę mędrca i korzystam z Tej siły, którą ma w sobie ten Apostoł. Wystarczy jedno spojrzenie by przypomnieć sobie o drodze pokory, wytrwałości i wiary. Obyśmy nie byli, jak  pisze św. Juda w swoim liście jak „obłoki bez wody wiatrami unoszone…drzewa jesienne nie mające owocu, dwa razy uschłe, wykorzenione, rozhukane bałwany morskie,…gwiazdy zbłąkane,  dla których nieprzeniknione ciemności na wieki przeznaczone”.

Pisałam ikonę jako modlitwę w intencji trudnej sprawy a dostałam silnego sprzymierzeńca w walce z chorobą naszych czasów acedią. Bo nigdy nie wiadomo dokąd nas droga zaprowadzi, prawda?  (Iza)
 


*  *  *

Warsztaty na Drodze ikony były dla mnie bardzo mocnym przeżyciem. Nie mam dużego doświadczenia. Nie znam techniki pisania ikon (to była moja druga ikona). Teologię ikony poznaję dopiero od niedawna. Mimo tych słabości i tak dotkliwych braków jakie dawały o sobie znać, wydarzyło się na warsztatach coś wyjątkowego. Ikonę świętego Judy Tadeusza udało mi się napisać/namalować cudem. Miałam wrażenie, że to opieka Boża, która prowadzi wszystkich uczestników warsztatów nie pozwala mi się załamać (nie wychodziło), że to osobiste modlitwy każdego z uczestników i gorące pragnienia wielu serc, aby powstało coś dobrego i pięknego. To wszystko pomagało iść dalej pomimo trudności. Jestem przekonana, że trud wielu osób, które były w tej pracowni przede mną, osób, których nawet nie poznałam, ich modlitwy i wielka pracowitość, one to sprawiły, że pomimo tak ogromnych trudności udało mi się ikonę stworzyć. O własnych siłach z pewnością bym tego nie zrobiła.

Ikona jest wymagająca. Wymaga ogromnej precyzji, dyscypliny, sumienności, a także, i to przede wszystkim, duchowego przygotowania. Przyzwyczajona do malarstwa zachodniego, nazbyt swobodnego, dającego niemal nieograniczone możliwości, zderzyłam się z rzeczywistością surową, poważną, dostojną, która w pierwszym zetknięciu mocno mnie onieśmielała, a momentami nawet przerażała. Patrzyły na mnie oczy wielu świętych. Pilnowały przestrzeni sacrum. Dotykały mnie ich cnoty, ich święte życiorysy. Miałam wrażenie, że z każdego kąta patrzy uważnie święty i prowadzi mnie za rękę, jak małe dziecko, które za chwilę upadnie i się potłucze. Byłam naprawdę przerażona... W pewnym momencie zaczęłam płakać, bo oblicze świętego Judy Tadeusza wydawało mi się smutne, ciemne, pozbawione światła. Przemalowałam je i zaczęłam od nowa... Cudem udało się stworzyć nowe, dużo jaśniejsze i piękniejsze oblicze.
 

Takie momenty zwrotne, kiedy cała dusza drżała ze strachu, zdarzały się wielokrotnie. Duch Boży łamał mnie, pochylał nad ikoną, prowadził do miejsc, które trzeba mi było poznać i zachwycić się nimi. Sacrum jest obecne w ikonie. Jeśli nie pozwolimy, by ono zajaśniało, ikona nie będzie ikoną. Będzie obrazkiem, lecz nie ikoną. Sacrum jest przestrzenią, która sama określa warunki i dyktuje reguły. Trzeba się ugiąć przed ikoną, trzeba się nisko pochylić. Uznać własną słabość, własną niemoc, by iść dalej z pomocą Bożą. Tego doświadczyłam na warsztatach, co było nieocenioną pomocą na drodze nawrócenia. Ikona ryje we wnętrzu człowieka prawdziwe Oblicze Chrystusa i przemienia. To Oblicze ikoniczne, znane od tysięcy lat, nie jest już moją własną wizją, lecz uznanym i czczonym Świętym Obliczem. Jak tak wielkie sacrum może nie pochylać? Jeśli nie pochyla, nie uczy pokory, to znaczy, że nie jest prawdziwie ikoną.

Ikona jest drogą dla ludzi odważnych i bardzo mocno związanych z Bogiem. To droga dla tych, którzy chcą być bliżej Chrystusa. Nieocenione rekolekcje.  (Magdalena Anna)

Na obszerniejszą fotorelację zapraszamy do naszej galerii na facebooku.
 
Kliknij na poniższe zdjęcie:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.641131159319687.1073741864.196091590490315&type=3



zdjęcia: Urszula Klimowicz

wtorek, 21 kwietnia 2015

Relacja z warsztatów "Nie płacz po Mnie, Matko"

W semestrze wiosennym, od lutego do marca - w liturgicznym okresie Wielkiego Postu - w naszej warszawskiej pracowni odbyły się warsztaty w temacie ikony "Nie płacz po Mnie, Matko", prowadzone przez Joannę Zabagło. Wzięło w nich udział 8 osób, które dzięki tym zajęciom kształciły swoje ikonopisarskie umiejętności w dziedzinie modelunku i rozjaśnień karnacji. Spotkanie z tematem pasyjnym było znakomitą formą twórczego i refleksyjnego przeżycia Wielkiego Postu, a ukończenie ikon przypadło na czas poprzedzający Wielki Tydzień, który liturgicznie i modlitewnie najbardziej przybliża nas do tajemnicy Chrystusa Umęczonego.




Dzielimy się osobistą refleksją po warsztatach jednej z Uczestniczek:

Warsztaty poświęcone ikonie „Nie płacz nade Mną, Matko” były dla mnie niesamowitym czasem przygotowania do Triduum Paschalnego. Myślałam o tej ikonie od dawna, ale nie spodziewałam się, że chwile spędzone nad tą ikoną będą dla mnie tak zaskakujące. Przed rozpoczęciem warsztatów zastanawiałam się o kolorystce, złoceniu. Zaś podczas pracy nad ikoną, najważniejsze okazało się pokazanie uczuć Matki Bożej, która jest spokojna pomimo bólu i płaczu nad zmarłym Jezusem. Jak trudne okazało się ukazanie jej miłości i bliskości. Z kolei, nie lada zadaniem okazało się również przedstawienie twarzy Chrystusa, tak spokojnej i dającej nadzieję na Zmartwychwstanie.

Dzięki tym warsztatom otrzymałam szansę poznania istoty Wielkiej Soboty, której wcześniej nie rozumiałam. Dziękuję. Ogromne podziękowania dla Asi zarówno za wprowadzenie do ikony „Nie płacz nade Mną Matko”, materiały tematyczne jak również pomoc przy pisaniu ikony, bez której czasem trudno było postawić kolejną kreseczkę. (Ola)

Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu z warsztatów w naszej galerii na facebooku.

Kliknij na poniższe zdjęcie:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.632083740224429.1073741863.196091590490315&type=3


Zdjęcia: Joanna Zabagło

piątek, 13 lutego 2015

Semestralna prezentacja działań naszej Pracownii

Po zakończeniu zimowego semestru pracy twórczej, 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego, zwanego popularnie świętem Matki Bożej Gromnicznej, zgromadziliśmy się w kościele parafialnym na Mszy św. w intencji Drogi Ikony, po której w kaplicy św. Judy Tadeusza otwarta została wystawa ikon uczestników pracowni i warsztatów.



Na wystawie zaprezentowane zostały prace wykonane podczas cotygodniowych spotkań w pracowni i pracy indywidualnej oraz weekendowych warsztatów tematycznych, które jesienią poświęcone były m.in. św. Judzie Tadeuszowi i prowadzone przez Ulę Klimowicz oraz Mojżeszowi w objawieniu chwały Bożej w krzewie gorejącym, które przeprowadziła Joanna Zabagło. Pokazane zostały również prace wykonane podczas kursów rysunku ikonograficznego, które prowadzi na kilku stopniach zaawansowania Elżbieta Cyganek. Kursy cieszą się dużym zainteresowaniem, ponieważ rysunek jest etapem przygotowawczym do pisania ikon, uczy umiejętności manualnych, ale także prowadząca przekazuje wiedzę z historii sztuki, zasad uniwersalnych kanonu ikony, omawia genezę poszczególnych przedstawień oraz tradycji i szkół ikonograficznych.

Prace z kuru rysunku przygotowawaczego


Podczas spotkania dostępny był katalog naszej wystawy maryjnej „Błogosławiona, któraś uwierzyła”, prezentowanej w 2014 roku w kilku miejscach w Polsce, złożony z 50 reprodukcji ikon powstałych na Drodze Ikony oraz tekstów o. Aleksandra Jacyniaka i o. Jacka Wróbla SI, a także płyty Chóru Rodzinnego „Soli Deo”, kolędy i pastorałki oraz pieśni pasyjno-wielkanocne.



Spotkanie zgromadziło wielu twórców i przyjaciół Drogi Ikony oraz licznych parafian, którzy po Mszy św. z gromnicami w rękach przyszli oglądać nasze prace. Było jak zazwyczaj okazją do rozmów, które koncentrowały się na objaśnianiu konkretnych przedstawień na ikonach, rozmowach o rysunku i technice malowania ikon, a także o tym, iż nie trzeba być artystą, aby pisać ikonę, bo to wiara i zaufanie Opatrzności Bożej kierują sercem, umysłem i ręką ikonnika.



Ponieważ nasza wystawa zbiegła się w czasie z zakończonym w Kościele Powszechnym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan, rśmy także o roli ikony w modlitwie ekumenicznej, tak jak ją sami rozumiemy. Wyraża się ono w radości, że dzięki pracowniom ikonograficznym, które powstają w Kościele zachodnim jako forma jego działalności duszpasterskiej, rozwija się znaczenie i rozumienie ikony w życiu współczesnych chrześcijan, przełamując niewiedzę i przypisywanie ikony jedynie do cerkwi. Hasłem Tygodnia były słowa Jezusa wypowiedziane do Samarytanki spotkanej przy studni Jakubowej: „Daj mi pić!”, które to wydarzenie pokazuje, jak Chrystus przełamywał mentalność mu współczesnych, uczniów, żydów i pogan, ukazując, że w Zbawicielu wszyscy otrzymają wodę życia. Może dzisiaj ikona właśnie staje się wodą życia dla poszukujących Boga?

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do zakładki „Propozycje”, gdzie znajdują się informacje o nowych warsztatach i kursach, zapraszamy także do odwiedzenia naszej pracowni przy parafii św. Szczepana w Warszawie.



Większą liczbę zdjęć z prezentacji można obejrzeć w naszej galerii na Facebooku



tekst: Jolanta Wroczyńska
Foto: Ewa Truszkowska

środa, 4 lutego 2015

Blaski Bułgarii cz.1

Zapraszamy do mini cyklu foto-reportażowego Anny Przybycińskiej "Blaski Bułgarii",  w którym autorka poprowadzi nas przez jej miejsca sakralne i piękne zakątki natury.


Na początek Bałczik


Bułgaria położona w północno wschodniej części Półwyspu Bałkańskiego i  liczy 110, 9 tys. km kw.  Od II tysiąclecia p.n.e.  tereny dzisiejszej Bułgarii zamieszkiwały plemiona trackie. W I w n.e. przybyli tu Rzymianie, a na przełomie V i VI wieku Słowianie.  Z kolei w VII w. turkojęzyczne plemiona Protobułgarów pod wodzą  chana Asparucha utworzyły pierwsze państwo bułgarskie  (681 r.).  Pod wpływem Bizancjum od 866 r. nastąpiła stopniowa chrystianizacja kraju i powstał odrębny patriarchat.  Podbita przez Bizancujm Bułgaria odzyskała niezależność w 1186 r. i osiągnęła szczyt swojego rozwoju pod rządami cara Iwana Asena II (1218 – 1241). 

Piktogram naskalny z czasów bizantyjskich

Po rozpadzie na dwa carstwa w 1363 roku została podbita przez Turków i pomimo wielu powstań, pielęgnowania kultury i świadomości narodowej w klasztorach prawosławnych oraz rosnącego od XVIII w.  wsparcia ze strony Rosji pierwsze autonomiczne księstwo (choć ciągle podległe Turkom) powstało dopiero w 1878 roku dzięki rewizji traktatu na kongresie berlińskim.  Faktycznie niezależne państwo powstało  w 1908 roku.  Po II wojnie światowej  Bułgaria znalazła się pod wpływem ZSRR i  wprowadziła jeden z najostrzejszych reżimów komunistycznych pod rządami Teodora Żiwkowa.  Demokratyczne przemiany kraju rozpoczęły się  w 1989 roku. Od 2007 Bułgaria jest członkiem UE.
Tak złożona historia spowodowała przemieszanie ludności, którą obecnie stanowią m.in. Bułgarzy, Turcy, Romowie wyznający różne religie: 83 % chrześcijanie (73% prawosławie, 1,1% katolicy, 8% protestanci), 12-13% muzułmanie.

Wybrzeże Morza Czarnego w Bałcziku


Podróż po Bułgarii zaczynamy od Bałcziku. To trzeci co do wielkości port Bułgarii, a jednocześnie piękny czarnomorski kurort. W czasach, gdy należał do Rumunii, ulubiła go sobie królowa Maria (żona króla Rumunii Ferdynanda II), na której zlecenie nad brzegiem morza wybudowano inspirowany turecką i  bułgarską architekturą letni pałacyk z malowniczym ogrodem. Liczne zaułki porośnięte specjalnie dobranymi roślinami malowniczo sadzonymi wśród ruczajów, murków i tajemniczych rzeźb, sprzyjają relaksowi i zadumie. 

Fresk znad ikonostasu w monasterze Aladja

Na koniec krótkie spotkanie z monastyrem Aladja. Parafrazując Ewangelię można by spytać – „Coście tu przyszli oglądać? Wygodny klasztor?” Nie. To proste pomieszczenia wykute w skalnym zboczu na kilku poziomach, okopcone światłem lampek oliwnych, zdeptane nogami  mnichów, którzy w odosobnieniu szukali kontaktu z Bogiem i także po zakończeniu swojego ziemskiego pielgrzymowania znajdowali spoczynek w wykutych w tej samej skale grobach. Klasztor działał w XIII i XIV wieku. W lokalnym muzeum można zobaczyć rekonstrukcje jak mógł być zorganizowany. Zgromadzono tu także XIX wieczne ikony, a wśród nich tzw. Jerusalemia –ikonę łączącą różne sceny Biblijne i samodzielnie występujące ikony w jedno spójne kolorystycznie przedstawienie. Prawdziwa Biblia napisana pędzlem.

Aby obejrzeć fotorelację kliknij na zdjęcie: 

https://plus.google.com/photos/108989962704823378580/albums/6106146201296537137?banner=pwa



Tekst i zdjęcia Anna Przybycińska

czwartek, 15 stycznia 2015

Sakralne perły Bieszczadów cz.4

Zapraszamy do mini cyklu foto-reportażowego Joanny Zabagło "Sakralne perły Bieszczadów", który poprowadzi nas przez znane i nieznane zakątki tych niezwykłych polskich terenów kresowych.
 

Cerkiew greckokatolicka w Żernicy Wyżnej


Pierwsza cerkiew w Żernicy Wyżnej wzmiankowana była w roku 1756. Był to obiekt drewniany o nieznanej dacie budowy. Stojąca do dziś w Żernicy Wyżnej cerkiew murowana pw. św. Bazylego, powstała w roku 1800. Konsekracja odbyła się 26 września 1800 roku. Rozbudowano ją i odnowiono w roku 1936 poprzez przedłużenie nawy w kierunku zachodnim. Dobudowano również zakrystię oraz kruchtę (przedsionek). Wykonana została także polichromia wnętrza.



Po wysiedleniach roku 1947 cerkiew w Żernicy Wyżnej została opuszczona. Przez pewien czas użytkował ją miejscowy PGR. W latach 80 zniszczeniu uległa wieżyczka na sygnaturkę, została po niej dziura w dachu. Ciekawostką jest fakt, iż zastosowana tu więźba dachowa miała konstrukcję storczykową, co było niespotykane w XIX wiecznych cerkwiach. Więźba ta została rozkradziona, a pozostały krokwie. W roku 1994 dokonano częściowej rekonstrukcji więźby.
 


Do roku 2013 cerkiew nie była użytkowana. Przez lata stała samotnie, stanowiąc w zasadzie jedyną pamiątkę po dawnej wsi i coraz bardziej niszczała. Zachowały się resztki polichromii na sklepieniu oraz fresk przedstawiający św. Olgę, fresk z przedstawieniem św. Kniazia Włodzimierza a także malowidło przedstawiające Chrystusa w ogrodzie oliwnym, znajdujące się w centralnej części prezbiterium.

Obok cerkwi znajdowała się murowana dzwonnica-brama. Zbudowana na planie kwadratu, dwukondygnacyjna, kryta dachem namiotowym. Obecnie nie istnieje.
 Znajdujący się obok cmentarz cerkiewny - zniszczony, zarośnięty. Kilka nieczytelnych mogił oraz jeden zachowany nagrobek. Przed cerkwią ustawiono stalowy krzyż na pamiątkę Chrztu Rusi.


Od roku 2005 właścicielem Żernicy jest Janusz Słabik, który postanowił odnowić świątynię a tym samym uratować ją przed całkowitym zniszczeniem. W roku 2009 cerkiew przeszła częściowy remont. Wyremontowany został dach oraz zabezpieczono ściany świątyni. Prace trwały również w kolejnych latach i 29 września 2013 roku cerkiew została uroczyście otwarta a remont zakończony. Niestety nie obyło się bez wprowadzenia zmian konstrukcyjnych w stosunku do pierwowzoru. Renowacja wnętrza też nie zachwyca. Mimo wszystko dobrze, że ta niespotykana budowla nie uległa całkowitemu zniszczeniu...
 
Aby obejrzeć fotorelację kliknij na zdjęcie: 
 
https://plus.google.com/photos/108989962704823378580/albums/6104298971939855281


Tekst i zdjęcia Joanna Zabagło 

środa, 7 stycznia 2015

Warsztaty ikonopisania z "Krzewem Gorejącym" - relacja

W pracowni „Droga Ikony” zostały przeprowadzone kolejne warsztaty tematyczne w systemie weekendowym.  Podczas czterech spotkań od października do grudnia 2014 r., realizowaliśmy temat „Objawienie Chwały Bożej Mojżeszowi w Krzewie Gorejącym”. Warsztaty poprowadziła Joanna Zabagło, wdział wzięło 8 uczestniczek. Miałam szczęście być jedną z nich. Grupowe zdjęcie zrobione na zakończenie zajęć pokazuje rezultat warsztatów: ikony będące wynikiem  indywidualnego przeżycia  i rozumienia tego jakże trudnego tematu.
 

Jest to wynik nie tylko naszej pracy ale przede wszystkim istotnego wkładu Prowadzącej te warsztaty: przygotowania  materiałów w postaci tekstów na w/w temat  – w tym fragmentu z  rozdziału III Księgi Wyjścia, od czytania którego zaczynało się każde nasze spotkanie, fotokopii różnych ikon dotyczących tematu, a także bieżących dyskusji w trakcie pracy  i pomocy w przełamywaniu trudności, począwszy od rysunku do ostatnich świateł.

Przed przystąpieniem do pracy nad ikoną były duże możliwości wyboru sposobu przedstawienia tematu a każdy wybór został potraktowany przez Prowadzącą indywidualnie i z pełnym wsparciem. Sprawiło to, że żadna ze stworzonych ikon nie stała „kopią” materiałów obficie nam dostarczonych. Każda ukazała się zupełnie inna - a wszystkie tak piękne...



W mojej ikonie starałam się przedstawić jeden, wydaje się, możliwy do uchwycenia fragment  tej niezwykłej sceny opisanej w Księdze Wyjścia, tj. spotkania z Bogiem, gdy Mojżesz pasąc owce pod górą Horeb zobaczył krzew płonący, ale nie spalający się od żaru ognia. Ważnym elementem tej sceny jest więc płomień, który jest czymś najbardziej tajemniczym - promieniuje, oświetla, nie można go dotknąć, pozostaje jakąś niezbadaną tajemnicą. To sygnał i jednocześnie zapowiedź nadzwyczajnego wydarzenia, które nastąpiło chwilę potem, gdy Mojżesz zbliżył się do płonącego krzewu i usłyszał polecenie zdjęcia sandałów. Kiedy jednak już je zdjął, mógł dotknąć ziemi oświetlonej Boskim blaskiem…
 


Jest  na mojej ikonie góra. To miejsce, gdzie niebo styka się z ziemią, gdzie to, co ludzkie, dotyka i spotyka się z tym, co Boskie. U stóp tej góry znajduje się niewielka postać Mojżesza zdejmującego sandał. W centrum znajduje się płomień gorejącego ognia. Niezwykłym elementem jest to, że krzew, który jest objęty płomieniem nie spala się, pozostaje nadal zielony.  Mojżesz jest w tym momencie jeszcze przed rozmową z Bogiem, w której za chwilę otrzyma nie tylko ważną misję  do spełnienia - wyprowadzenie Izraelitów z niewoli i doprowadzenie ich do Ziemi Obiecanej, ale także obietnicę wsparcia w jej realizacji - „Ja będę z tobą...”. Na tle płomienia widnieje półpostać Matki Bożej z Jezusem - jest to nawiązanie do słów m.in. popularnej modlitwy "Godzinek" odnoszących się do Maryi: ”Tyś krzak Mojżeszów, boskim ogniem gorejąca”....
 


Podobna kompozycja widnieje na większości ikon poświęconych temu tematowi. Do podjęcia świadomej decyzji o sposobie realizacji przedstawienia przydatna okazała się lektura otrzymanych tekstów, gdzie m.in. znajduje się na ten temat następujący komentarz: ”Płonący krzew to symbol wejścia w ludzka naturę przez Boga, którego często w Biblii symbolizuje ogień, podobnie Bóg jest tu obecny i objawia się w Maryi, ponieważ zechciał się z Niej narodzić (...)", a ogień to symbol Ducha Świętego, który zstąpił na Maryję, która dała światu Boga-Człowieka. „Jak krzew płonął. Lecz nie zgorzał i zieleni swej nie szkodził, tak i z żaru duchowego, bez kontaktu małżeńskiego z Dziewicy Bóg się narodził”. W ten sposób wizja Mojżesza stała się jednym z najpiękniejszych symboli maryjnych.

Elementem symbolicznym jest w mojej ikonie także kształt płaszcza Maryi i kształt płomienia, które wyznaczają  kształt kielicha, w którym Chrystus  złoży siebie w ofierze.



"Gorejący krzew" skłania do refleksji, zaskakuje i inspiruje. Rozmyślania podczas pracy nad tą ikoną były dla mnie ważnym przeżyciem i pomogły mi uświadomić sobie, że każdemu z nas Bóg może powierzyć i powierza nieoczekiwanie misję lub odpowiedzialność, powodującą czasem wywrócenie dotychczasowego życia do góry nogami, jest to znak obecności Boga. Czy każdemu jest dane zobaczyć płomień czyli znak – zapowiedź zmian? Doświadczenie Mojżesza uczy, że „powołanie przychodzi z zewnątrz, czyli od Boga. Człowiek nie jest w stanie sam go sobie wypracować. By je odczytać, trzeba wpatrywać się w Bożą rzeczywistość, kontemplować ją, czytać Jego znaki (...). Z tym, żeby móc to dostrzec, trzeba na życie spojrzeć oczyma wiary...”

Niestety, nie udało mi się całkowicie ukończyć i podpisać mojej ikony w czasie warsztatów,  ale niewiele już brakuje. Jestem wdzięczna za możliwość uczestniczenia we wspólnej pracy nad tym tematem, przede wszystkim Prowadzącej, a także  Koleżankom, które podpatrywałam i uczyłam się  także od nich, w bardzo „rodzinnej” i przyjaznej atmosferze. Mam nadzieje, że te doświadczenia pozwolą mi dokończyć moją pracę najlepiej jak potrafię.

Anna

 
Obfitszą fotorelację z warsztatów można obejrzeć w naszej galerii zdjęć na Fecebooku.

Kliknij na poniższe zdjęcie:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.593127637453373.1073741861.196091590490315&type=3&uploaded=39



Zdjęcia: Joanna Zabagło

piątek, 19 grudnia 2014

Sakralne perły Bieszczadów cz.3

Zapraszamy do mini cyklu foto-reportażowego Joanny Zabagło "Sakralne perły Bieszczadów", który poprowadzi nas przez znane i nieznane zakątki tych niezwykłych polskich terenów kresowych.

Michniowiec


Michniowiec jest niewielką wsią położoną w pięknej, rozległej dolinie potoku Mszanka u podnóża Magury Łomniańskiej (1022 m) przy granicy ukraińskiej. To prawdziwy „koniec świata”, z dala od głównych szlaków i dróg. Wieś ta została założona na początku XVI w. w okresie tzw. osadnictwa wołoskiego. W latach 1944 – 1951 znajdowała się w granicach ZSRR. Do wojny była dość duża, zamieszkiwana przez ponad 1000 mieszkańców (obecnie ok. 170).

W centrum wsi na niewielkim wzgórzu w znajduje się okazała cerkiew greckokatolicka pw. Narodzenia Bogurodzicy ( obecnie rzymskokatolicki kościół filialny pw. Jana Chrzciciela parafii w Czarnej). Oryginalna architektura tej cerkwi jest jedynym tego typu rozwiązaniem w Karpatach.



Pierwsza cerkiew w Michniowcu istniała już w roku 1557, kiedy to popem był tu Damian Mansowicz a prafia należała do dekanatu żukotyńskiego. Obecna stoi na miejscu poprzednich. Jest to obiekt drewniany, osadzony na kamiennej podmurówce. Cerkiew jest orientowana, trójdzielna o wyraźnie uwydatnionych poszczególnych częściach, co jest nawiązaniem do budownictwa bojkowskiego, przy czym autorytet w dziedzinie architektury drewnianych cerkwi ukraińskich - Michajło Dragan - uważał, że tego typu układy przestrzenne są nieobecne w ukraińskim budownictwie cerkiewnym i świątynia powinna być zakwalifikowana do odrębnego nurtu. Nawa na planie ośmioboku (rzadkie rozwiązanie w karpackiej cerkwi), prezbiterium zamknięte trójbocznie z zakrystią od północy, natomiast babiniec (prytwor) czworoboczny, z przedsionkiem. Nad nawą kopuła zrębowa wsparta na słupach, sferyczna, ośmiopołaciowa. W pozostałych częściach cerkwi stropy płaskie. Wszystkie kopuły zwieńczone ślepymi latarniami, nad przedsionkiem (kruchtą) i zakrystią dachy dwuspadowe. Całość kryta blachą. Dobudowany przed wojną chór obiega sporą część cerkwi. Na jego balustradzie oraz na ścianach i kopule znajduję się polichromie figuralne z 1983 roku. Z tego samego okresu pochodzi Droga Krzyżowa. Cerkiew remontowano w roku 1924 - wówczas dobudowano zakrystię i przedsionek (kruchtę). Ikonostas ma dość nietypowy, półkolisty kształt - dostosowany do łuku tęczy. Wrota diakońskie wykonano z pełnych desek. Znajduje się na nich ikona św. Olgi i Włodzimierza. Carskie wrota obecnie wiszą na ścianach prezbiterium. Ołtarz z baldachimem (cyborium). Wyjęte z ikonostasu ikony namiestne zawieszone są obecnie w nawie.

  Obok cerkwi jest równie nietypowa dzwonnica drewniana z 1904 roku, zbudowana przez Jakuba Hriba (Griba). Dzwonnica jest trzykondygnacyjna, na planie kwadratu. Dolna kondygnacja zrębowa, górna słupowa. Całość nakrywa wysoki dach brogowy.

Nieopodal znajduje się cmentarz, na którym zachowało się kilka przedwojennych nagrobków.



Podobnie jak w sąsiednich wsiach zachowała się tu duża ilość starych krzyży przydrożnych. Są doskonale widoczne już przy wjeździe do wsi. W Michniowcu jest ich dwanaście. Najwyższe, wykonane w całości z piaskowca, sięgają 4,5 metra. Krzyże w Michniowcu i sąsiednim Bystrem tworzą unikatowy zespół kamieniarki ludowej. Nie wiadomo, z jakiego warsztatu pochodzą michniowieckie krzyże. Mógł się on znajdować za obecną granicą.

Zwyczaj stawiania przy drogach kamiennych postumentów, zwieńczonych krzyżami, rozpowszechnił się w Galicji pod koniec XIX wieku. Na ten okres możemy datować najstarsze znane obiekty. Nie znaczy to jednak, że nie stawiano ich wcześniej. Zachowało się sporo krzyży wznoszonych na pamiątkę zniesienia pańszczyzny. Krzyże stawiano przede wszystkim na cmentarzach, a także przy drogach przed zagrodami, w polach, na rozdrożach i granicach wsi. Poza cmentarzami stawiano je w celu upamiętnienia jakiegoś ważnego wydarzenia lub miejsca. Spotykamy je w Bieszczadach czasami w nieoczekiwanych miejscach np. w lesie, na łąkach, daleko od współczesnej zabudowy. To efekt powojennych zniszczeń i likwidacji wielu miejscowości lub ich „kurczenia się”. Wiele starych dróg nie spełnia już swych funkcji, ale stare krzyże nadal przy nich trwają...
 

Aby obejrzeć fotorelację kliknij na zdjęcie:

https://plus.google.com/photos/108989962704823378580/albums/6094205275320544833?banner=pwa


Tekst i zdjęcia Joanna Zabagło